wtorek, 27 czerwca 2017

Poskromienie złośnicy

Dziś chcę napisać o pewnej misji, którą wyznaczyłam sobie w ogrodzie. Roboczo nazwałam ją właśnie "poskromieniem złośnicy", bo roślina której dotyczy ma niezły charakterek. Chodzi o amorfę, o której już kiedyś pisałam a zadanie polega na 'oswojeniu' wielkiej zielonej bryły, którą tworzy ona przy obecnym wejściu do ogrodu. Oto krótki wpis o tym jak to wygląda na dziś.

wtorek, 16 maja 2017

Hydroponika okiem laika

Jakiś czas temu przez Instagram i fb przewinęło się kilka informacji na temat moich eksperymentów z hydroponiką. Przydałoby się napisać coś o tej przygodzie na blogu, bo przecież to też uprawa roślin- a przy naszym wiecznym budowlanym zawieszeniu prawdopodobnie jedyna uprawa warzyw jaka nas w tym roku czeka. Jeśli ciekawi Was jak i czy warto bawić się w taki sposób zapraszam do czytania!

niedziela, 16 kwietnia 2017

Wielkanocna Babka z limonką rozmarynem i... majonezem

Jak to często w moim przypadku bywa, Wielkanoc przyszła z zupełnego zaskoczenia. Dopiero co kupowaliśmy choinkę, chwilę poganialiśmy do pracy, odbębniliśmy parę urzędów, a tu już trzeba kupować twaróg na paschę. Mam nadzieję, że Wasza gotowość na ten czas była większa.
Ale nawet jeśli tak jak ja rozglądacie się ze zdumieniem, patrząc na te wszystkie kurczaczki, zajączki i baranki, życzę Wam, żeby ten czas przyniósł dużo radości. Choćby z tak prozaicznych powodów, jak dobre jedzenie czy budząca się do życia przyroda. By nacieszyć się tą drugą wystarczy otworzyć okno. A jeśli chodzi o smakołyki, to mam pewne rozwiązanie...

sobota, 8 kwietnia 2017

Park Planten un Blomen w Hamburgu

Piątek. Wrocław tymczasowo otrzymał tytuł jednego z dwóch najzimniejszych miast w Polsce. Ubrana w sweter, który wciągnęłam na siebie zamiast po zimie schować go na tył szafy, idę przez fabrykę pociągów. Staram się skupić na pozytywnym plumkaniu The Ink Spots w słuchawkach, a nie na negatywnym chlupotaniu deszczu o dach hali produkcyjnej. Słabo mi idzie. Czuję, że potrzebuję stąd uciec. Z dala od tej pogody, od błota (kanalizację nam robią- ze Szczodrego zrobiły się Taplary...) i od porannego wstawania. Jak pewnie już zauważyliście w takim stanie ducha wytwarzam posty o zwiedzonych latem ogrodach. Tak też będzie tym razem. Ogród będzie wyjątkowy, bo to właściwie park miejski w wersji de luxe.

środa, 22 marca 2017

Pokrzywą wiosna się zaczyna

Postanowiłam napisać tradycyjnego wiosennego posta z kiełkującymi zdjęciami. Może nie mam wiele do przekazania, poza dość konkretną dawką niechęci do świata- tak, tak, to ten etap, kiedy zaczynamy się zastanawiać na przeprowadzką na Marsa, albo chociaż do Nowej Zelandii. Nie chcę w sobie wzmacniać złości na ludzką małostkowość, samolubność i brak wrażliwości. Staram się sobie wmawiać, że są jak pogoda. Istnieją, nie ma na to wpływu, trzeba założyć szalik, w miarę możliwości się od tego wszystkiego odgrodzić i iść dalej. Z termoforem- w tej roli widzę konQbka :-) 
Dlatego ten post będzie o tym co nam już wylazło z ziemi, oraz o bardzo wspomagającej herbatce, która w zamyśle powinna dać nam siły na walkę ze wszystkimi odmianami brzydoty, jakie postawi na naszej drodze rzeczywistość. Jak potrzebujecie takiego wzmacniacza to zapraszam do czytania!

wtorek, 21 lutego 2017

Kwitnąca jabłonka w płynie

Czasem łudzę się perspektywą luźnego dnia. W planach jest książka, drzemka, jakaś gra, może nawet serial. A kiedy przychodzi co do czego, ganiam jak wariat, podwożę do sklepów, sprawdzam zadania domowe i przygotowuję się do pracy. I obserwuję z zazdrością jak konQbek drzemie na łóżku. I lekko mnie trafia. Liczę wtedy do trzech, albo do trzydziestu, zapijam jakąś ziołową herbatę i mówię sobie "Byle do piątku!". A w piątek zamiast zdrowotnych naparów, zaserwuję sobie antonówkę de luxe. Drink wymieszany przez mojego stacjonarnego, certyfikowanego barmana. Macie ochotę spróbować? Bo piątek w końcu nadejdzie, prawda?

niedziela, 12 lutego 2017

Cały świat w jednym berlińskim ogrodzie

Taaa... Jak zaczynać to z przytupem. Od samego początku roku, po spektakularnym zdobyciu pozwolenia na budowęi wielkich planach nabrania rozpędu, najzwyczajniej w świecie nas zeżarło. KonQbek spędza po trzynaście godzin w pracy, ja siłowałam się z testami i ocenami, co oznaczało kompletny brak weekendów. Na koniec dorwała mnie jakaś bakteria, z którą z resztą, wraz z termoforem i kocykiem, wciąż dzielnie walczę. Efekt? Ostre hamowanie. Stąd dzisiejszy post nie będzie o postępach budowlanych, przygotowanym jedzeniu czy pracy w ogrodzie. Nie.
Dziś będzie zielono i terapeutycznie. Wspomnimy wakacje i naszą wizytę w Ogrodzie Botanicznym w Berlinie. Jednym z trzech najbardziej znaczących ogrodów botanicznych na świecie.

środa, 4 stycznia 2017

Nic ni ma, ino zima...

Nie trzeba być wyjątkowo spostrzegawczym, żeby zauważyć, że nic. Nic w grudniu, nic na święta, nic na fejsie, nic na blogu. N-I-C. Ważne nic, bo terapeutyczne. Wybaczcie je, ale tego było mi trzeba po ostatnim roku. Dzięki niemu trybiki w mojej głowie zostały mniej więcej na swoim miejscu i mogą podjąć mozolne terkotanie. Jeśli gdzieś tam jeszcze spoglądacie w stronę mirabelek, to macham do Was. Jestem tu. I próbuję przesunąć trochę to nic. Żeby w końcu coś. Nie duże- właściwie takie małe co nie co, ale zawsze coś.